W krainie olbrzymów…

W dniach 21-25 sierpnia 2013 w okolicach oazy Błotnica, w Szkole Podstawowej w Drzonowie odbył się obóz o tajemniczej nazwie „W krainie olbrzymów…”. Z pomocą ponad 30 młodych ludziom, którzy przybyli z różnych stron Polski, od północy (Gdynia, Starogard Gdański, i oczywiście najbliższy nam Koszalin), przez zachód (Poznań), po wschód (Białystok, Lublin, Warszawa) przyszli bohaterowie Starego Testamentu. Połączyli się w trzy rody: Wojownicy Pana, Żuki Gnojarze oraz The Drzonowtz. Zajęcia odbywały się od od 7 rano do 23. W 6 dynamikach młodzi w atmosferze przyjaźni i radości mogli się zmierzyć ze swoimi słabościami. A walka z „olbrzymami” toczyła się o wysoka stawkę. Chodziło o zmianę mentalności z mentalności szarańczy na mentalność zwycięską, bo „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”! (Flp 4,13)

 

Koinonię znam od około 5 lat, a jestem jej zdeklarowanym członkiem od ponad roku, więc można uznać, że jestem „obeznana” w kwestiach obozów, spotkań itp. Jednak naturą Jezusa jest zaskakiwanie, co, muszę przyznać, udaje Mu się bez gadania. Tak też było na obozie młodych 2013. Temat „Kraina olbrzymów” oddawał idealnie sytuację, stan psychiczny, w którym się znajdowałam. W tamtym momencie od 9 miesięcy leczyłam się z depresji, posiadałam jakieś resztki pewności siebie i poczucia własnej wartości. Nie miałam perspektyw, unikałam rozmów o przyszłości. Taka też trafiłam na obóz młodych. Tam Jezus postanowił kompletnie zmienić moje myślenie i uzdrowić mnie z depresji. Ukazał mi się jako przywódca w walce z olbrzymami, które mogę pokonać. Dzięki codziennym spotkaniom z Nim utwierdziła się we mnie wiara i przekonanie, że On zawsze jest ze mną, niezmiennie i nieprzerwanie, oraz że nie mam czego się bać, ponieważ On jest potężniejszy od moich „olbrzymów”. Wiadomo, że czasami będą one znowu przede mną wyrastać, ale już się tego nie obawiam, bo wiem, że mam Jezusa obok siebie i On da mi siłę i rozum do walki. To niesamowity cud, którego we mnie dokonał, to właśnie ta przemiana mentalności i siła do pokonywania przeciwności. Jestem Mu niezmiernie wdzięczna, a Was zachęcam, młodzi, żebyście korzystali z możliwości spędzenia czasu na obozie. Na pewno wydarzy się coś, czego nie zapomnicie i nie będziecie żałować, że tam przyjechaliście!

Daria, Białystok

Na obóz pojechałam bez napisanej pracy magisterskiej, którą miałam oddać do 15 września. Choć odbywał się on od 21 do 25 sierpnia, jednak podjęłam decyzje, że na niego pojadę. Na obozie doświadczyłam przyjaźni jaką daje wspólnota, miłości Bożej, ale także, ostatniego dnia dotknęło mnie słowo z Iz 42, 9: ,,PIERWSZE WYDARZENIA OTO JUŻ NADESZŁY NOWE ZAŚ JA ZAPOWIADAM ZANIM SIĘ ROZWINĄ JUŻ WAM JE OGŁASZAM”. Po powrocie do domu miałam niesamowitą wizję jak napisać pracę i zrobić badania. W ciągu 4 dni dokończyłam całą pracę i oddałam ją oprawioną 14 września!!!!!!!!!! Pan jest WIELKI :)))

Anita, Warszawa